Kolejorz się obija?
- 12.07.11
- Bez kategorii, Sport, blog, euroliga, koszykówka, piłka nożna, wiadomości sportowe
- No Comments
Nie tylko europejskimi pucharami człowiek żyje – powiedział niedawno na jednej z konferencji pomeczowych szkoleniowiec Lecha Jacek Zieliński i zaznaczył, iż jego piłkarze tak samo ciężko i starannie jak do rozgrywek w Lidze Europejskiej przygotują się również do pojedynków polskiej ekstraklasy. Patrząc na to, jakie ostatnio Lech wykręca na ligowym podwórku rezultaty, te słowa brzmią prawie tak prawdziwie, jak Jola Rutowicz przytaczająca Goethego.
Skoro Liga Europejska, czyli de facto druga liga Starego Kontynentu tak bardzo fizycznie daje się we znaki Lechowi, aż strach wyobrażać sobie co by było, gdyby Lech awansował do Champions League. Stopień w niej przecież o wiele wyższy, a i presja większa. To, jak słabo prezentuje się w tegorocznych rozgrywkach ligowych Lech jest przynajmniej zastanawiające. Przecież zmiany w klubie przy Bułgarskiej były przemyślane, o czym świadczą np. świetne spotkania Lechitów w pucharach. Dlaczego gra więc tak słabo przeciwko drużynom, które powinien połykać jednym kęsem? Tegoroczną dyspozycję zawodników Zielińskiego można spokojnie porównać do tego, jak w PLK (ekstraklasie koszykarzy) prezentują się mistrzowie Polski z Gdyni, którzy przegrali chociażby w pierwszej kolejce w Zielonej Górze z miejscowym Zastalem, który jest jakby nie patrzeć żółtodziobem i obraca jakieś 50 razy mniejszym budżetem od Prokomu.
Dobrze chociaż, iż w Poznaniu na europejskich salonach coraz śmielej prezentują się krajowi piłkarze. Marcin Kikut, Grzegorz Wojtkowiak, Sławomir Peszko czy Jakub Wilk pojawiają się na boisku co mecz, często stanowią nawet o sile napędowej Lecha. Jeśli Kolejorz dalej będzie odnosił tak zaskakujące wyniki jak remis w Turynie z Juventusem, może do Mistrzostw Europy następny po Robercie Lewandowskim młody, polski piłkarz Lecha podpisze kontrakt zagranicą, gdzie na pewno stałby się lepszym piłkarzem, co z kolei dobrze zrobiłoby polskiej reprezentacji.
Brak komentarzy »
RSS feed for comments on this post. TrackBack URL